Magiczne wyspy

Siedzę na tarasie. Przede mną na obrusie w biało-niebieską kratkę stoi szklanka frappe z obfitą pianką. Promienie zachodzącego słońca delikatnie muskają moją skórę, spragnioną ciepła i relaksu. W tle słychać rozmowy, przeplatają się różne języki, polski, angielski, grecki…Biorę łyk kawy. Muszę przyznać, że jest wyjątkowo dobra – słodka – ale nie za bardzo. Wręcz idealna. Patrzę na widok przede mną – jasne domostwa, palmy, a w oddali morze.

– Excuse me! – słyszę nagle.

Obok mnie stoi kelner w białej koszuli. W ręku trzyma tacę z jedzeniem i napojami.

– This is for you – zręcznie kładzie przede mną talerz oraz kieliszek czerwonego domowego wina – Horiatiki and wine.

Danie wygląda smakowicie. Biorę widelec i wbijam go w kawałek świeżego pomidora. Jest przepyszny. Zamówiłam typową sałatkę grecką. Świeży ogórek, pomidor, zielona papryka, cebula, czarne oliwki a wszystko to przykryte świeżym serem feta oraz polane oliwą. Do tego szczypta oregano. Horiatiki, czyli sałatka grecka, która tylko w Grecji nazywa się sałatką wiejską.

Jestem na Zakynthos – wyspie magicznej i czarującej. Wyspie, która oferuje słońce, morze, plażę oraz sielski krajobraz. Oprócz tego przepyszne greckie jedzenie. Idealne miejsce na wypoczynek, nawet pod koniec sezonu. Uwierzyłam słowom przewodniczki, która mówiła, że jest coś elektryzującego w tej wyspie jońskiej. Przekonałam się o tym sama.

Kilka słów o samej wyspie

Zakynhtos to grecka wyspa jońska, trzecia co do wielkości. Mówi się, że to raj na ziemi i muszę przyznać, że słowa te nie odbiegają od prawdy. Wszystko to dzięki krystalicznej wodzie, monumentalnym klifom czy plażom.

Stolicą Zakynthos jest…Zakynthos, ale Grecy nazywają stolicę po prostu chora, czyli miasto. Żaden wyspiarz nie powie, że jedzie do Zakynthos, to stwierdzenie jest zarezerwowane dla turystów. Ja zatrzymałam się w turystycznym miasteczku Argassi, które może być potraktowane jako baza wypadowa do zwiedzania wyspy czy nawet sąsiadującej Kefalonii, o której piszę poniżej. W miasteczku jest sporo hoteli, stąd też ulice przemierza mnóstwo turystów. Wśród nich jest dużo Polaków. W hotelu, w którym się zatrzymałam, wiele osób z obsługi mówi po polsku! Poza tym w sklepach można natknąć się na napisy: TANIE PIWO czy ZAPRASZAMY. Zdecydowanie jest nas dużo na tej wysepce. Język polski słychać często. Czy to plus czy minus, to już zależy od osoby. Mi natomiast zupełnie to nie przeszkadzało

Sielska wyspa

Podczas mojego tygodniowego pobytu, oprócz rozkoszowania się urokami greckiego słońca, miałam okazję zjeździć wyspę. Będąc na Zakynthos zdecydowanie należy opuścić swój kurort i ruszyć na podbój wyspy, ponieważ ma wiele do zaoferowania. Przede wszystkim piękne widoki. Słowem, które według mnie opisuje Zakynthos najlepiej jest…sielskość. Właśnie to można dostrzec podczas zwiedzania. Małe domostwa, wiejski krajobraz, tak różny od tego, który znamy z Polski. Pewnego uroku dodają opuszczone domy. A ich, uwierzcie, jest bardzo dużo. Dlaczego? Otóż Grecy są niesamowicie przesądni, my – Polacy nie możemy się z nimi równać pod tym względem. Mamy jakieś czarne koty, zbite lusterka, ale na dobrą sprawę wiele osób nie bierze tych przesądów do serca. Ot, takie powiedzonka. Z kolei Grecy przesądy traktują bardzo poważnie i niemalże zawsze stosują się do nich. Jaki to ma związek z opuszczonymi domostwami? Otóż mieszkańcy Grecji wierzą, że nie należy mieszkać tam, gdzie ktoś zginął tragicznie. Warto tutaj zaznaczyć, że Zakynthos często dotykają trzęsienia ziemi w wyniku czego giną ludzie. Przesądni Grecy wówczas nie chcą mieszkać w takim miejscu, po prostu opuszczają dom i przenoszą się do innego. Zjawisko opuszczonych domów można również wytłumaczyć w inny sposób – brak pieniędzy. Inwestycja zatem czeka na kolejny sezon, gdy już uda się uzbierać fundusze na dokończenie budowy domu lub hotelu czy pensjonatu.

 

Zatoka wraku

Zakynthos oferuje wiele miejsc wartych odwiedzenia. Jednym z piękniejszych według mnie jest zatoka wraku. Przecudny błękit morza, stromy klif, plaża…Iście rajski widok. Jest to popularna atrakcja turystyczna, gdzie można spotkać wiele zorganizowanych wycieczek. Ale warto, naprawdę warto wybrać się na punkt widokowy na zatokę wraku. Nie ma wątpliowości co do tego, że ta plaża stała się wizytówką wyspy.

Zatoka wraku.
Przecudny kolor morza. Zero filtrów. Tak to wygląda naprawdę.

 

Zakynthoskie wina

Nie samym chlebem i wodą człowiek żyje, a wiadomo że dobre wino to dobre wino i należy je wypić. Takie właśnie wino(a) miałam okazję skosztować w winnicy Callinico, która jest prowadzona od 1918 roku. Oprócz samej degustacji można zwiedzić winnicę i zobaczyć jak przebiega produkcja wina. Prawdziwy raj dla wielbicieli tego trunku (dla mnie na przykład) 🙂 Poza tym właściciele oferują wina w przystępnych cenach.

Wina z 1978 roku.
Degustacja win.

 

Wyspa w ogniu

Na Zakynthos jest gorąco. To fakt. Niestety wysokie temperatury sprzyjają powstawaniu pożarów i z tym niestety muszą się zmierzyć mieszkańcy wyspy. Zdarza się, że w wyniku pożaru tracą cały swój majątek. Domostwa, pola, uprawy…wszystko zostaje spalone. Rodziny pozostają z pustymi rękoma. Jest to niezwykle smutny i przejmujący widok.

 

Spalona część wyspy. Niestety latem jest to dość częsty widok na Zakynthos.

 

Wyspa owiana tajemnicą

Nie, nie mam na myśli Zakhyntos, ale sąsiadującą Kefalonię. Podczas mojego pobytu wybrałam się na wycieczkę na tą wyspę. Najpierw 1,5 godzinna podróż promem, której nie wspominam za dobrze, morze było wzburzone 😛 Ale potem było już tylko lepiej.

Kefalonia jest największą ze wszystkich wysp jońskich, ale nie jest stricte turystyczna. Dlatego tutaj można odnaleźć spokój. Miałam wrażenie, że wyspiarze się nie spieszą, że czas dla Kefalonii się zatrzymał. Jakby było się w innym świecie, w którym życie toczy się własnym, powolnym rytmem.

Gdy prom dobił do wybrzeża Kefalonii moim oczom ukazał się deszczowy krajobraz – góry spowite mgłą zdały się stać na straży wyspy, a w oddali kłębiły się chmury, które miały przynieść orzeźwiający deszcz. Kefalonia od początku zaskoczyła. Była inna niż Zakynthos. W powietrzu wisiała jakaś tajemnica. Zastanawiałam się jakież to sekrety kryje ta wyspa? Nic dziwnego, że mówi się, iż to najlepiej strzeżona grecka tajemnica. Legendy głoszą, że kozy na wyspie mają złote zęby, a zające…srebrne.

Kefalonia może się pochwalić przepiękną plażą czyli plażą Myrtos. To tam kręcono sceny do filmu Kapitan Corelli. Miejsce absolutnie magiczne i zapierające dech w piersiach.

 

Plaża Myrtos w tle.

 

Tutaj kręcono sceny do filmu Kapitan Corelli.

 

Gdy cofam się oczami wyobraźni do Kefalonii to widzę przecudne krajobrazy, ale nie tylko. Stolica wyspy, czyli Argostoli, jest taka samo cudownym miejscem, które zapadło mi w pamięć. Małe, portowe miasteczko. Niestety zostało dotknięte przez liczne trzęsienia ziemi. Mimo to jest niezwykle urokliwe.

 

W drodze do Argostoli.

 

Grecja potrafi zauroczyć. Lecąc na Zakynthos nie sądziłam, że to miejsce wywrze na mnie tak duże wrażenie. Teraz wiem, że chcę powrócić na wyspy jońskie i spędzić tam trochę więcej czasu. Zakynthos i Kefalonia są pięknymi, sielskimi wyspami, które warto odwiedzić. Bardzo chciałabym usiąść w przydrożnej kawiarence z widokiem na morze jońskie, posłuchać szumu fal i obserwować otaczający świat. To są jedne z moich ulubionych elementów w podróży. Przyglądanie się ludziom, widokom, rozmowy z mieszkańcami…to wszystko powoduje, że do takiego miejsca chce się wracać.

 

  • Holly Lu

    Przepiękne widoki, coś niesamowitego.

  • Wygląda przecudnie! Grecja mnie kusi swoją bielą, ale ja nie wiem czy taka jest, czy to tylko moje wyobrażenie… chciałabym ją odwiedzić. Piękne zdjęcia!

  • Kolor wody jest obłędny, niemal nieziemski. Nie mogę się napatrzeć. Kwintesencja lata 🙂