Życie zapakowane do trzech walizek

Nigdy nie przypuszczałam, że spakowanie się może być takie trudne. Bo jak tu spakować całe swoje życie w dwie walizki…? (no dobra, trzy)

 

W poniedziałek rano wróciłam z Zakynthos. Ta magiczna wyspa porwała mnie na tydzień i z wielką niechęcią ją opuściłam. Sielski krajobraz, spokój oraz ostatni turyści w poszukiwaniu słońca i odpoczynku. Było pięknie i ta część Grecji zdecydowanie zasługuje na swój własny tekst, który mam zamiar napisać wkrótce. Powroty z wakacji są dla mnie często trochę smutnym momentem, tym razem nie miałam jednak czasu na rozmyślanie nad greckimi wakacjami. Mimo czaru Zakynthos i tajemniczości sąsiadującej Kefalonii moją głowę zaprząta kolejna podróż. W bardzo bliskiej perspektywie czeka mnie następny wyjazd, tym razem na dłużej niż tydzień. Na czas nieokreślony. Dlatego nostalgia za Grecją została zastąpiona gorączkowymi myślami o wielkich walizach, pękających w szwach.

 

Piękno Zakynthos. Widok na zatokę wraku. Kolory zapierają dech w piersiach.

Trzeba spojrzeć prawdzie w oczy: musiałam spakować cały swój dobytek w dwie walizki i nie, nie mam wcale tak dużo rzeczy. Tylko ubrania i buty 🙂

No właśnie…

Otwieram szafę.

Szybko lustruję jej zawartość.

Ubrania, ubrania, buty, ubrania, buty. I jeszcze raz ubrania i buty. Typowa szafa kobiety. Tak, jest bałagan. Nie wiem czy to typowe.

Ta sukienka jest niezbędna, ooo a te spodnie bardzo lubię, tych nie nosiłam, ale mogą się przydać. O kurcze, jeszcze ta żółta bluzka, mam taką samą czerwoną, też wezmę. Na zmianę. Buty. Szpilki – koniecznie. Srebrne, w kwiatki, czarne też, w końcu to klasyka. Buty do biegania, buty na koturnie czyli świetna alternatywa do obcasów, bo wygodniej się chodzi a nogi ładnie wyglądają. Ale potrzebuję również ubrań na zimę! Płaszcze, kurtki, kozaki….Lista się nie kończy.

Zamykam szafę.

Pakowanie się w tym wypadku jest nie lada wyzwaniem, tym bardziej że najzwyczajniej w świecie tego nie lubię. Najchętniej wzięłabym ze sobą wszystkie rzeczy, bo zawsze coś może się przydać.

Ostatecznie, po wielkich trudach, skrajnym zmęczeniu, nieprzespanej nocy i niezliczonej ilości kawy (taki żarcik) i przepakowaniu walizek po kilka razy (to akurat prawda), bo przecież nic się nie mieści, dopięłam swego. Spakowałam się. Nie w dwie walizki, jak założyłam, ale w trzy. Pewnie jeszcze coś dorzucę do tych moich pękających walizek przed samym wyjazdem – wiecie – tak na wszelki wypadek 🙂