Tramwaj

Czy byliście kiedyś na warsztatach pisarskich?

Ja rok temu miałam okazję. Uczestniczyłam w warsztatach kreatywnego pisania w Gdańsku. Był to cykl kilku spotkań poświęconych rozwijaniu swojego warsztatu pisarskiego. Cóż mogę powiedzieć, zdecydowanie polecam takie warsztaty. Jeśli ktoś lubi pisać i czuje niemoc pisarską, brak motywacji to gwarantuję, że po takich spotkaniach zabierze się do pisania. Z zapałem i głową pełną pomysłów.

Podczas tego kursu ćwiczyliśmy różne techniki pisarskie. Jedną z nich było ożywianie tekstu za pomocą czasowników dynamicznych. I tak oto powstał mój tekst Tramwaj numer 9. Zapraszam do przeczytania i podzielenia się opiniami.

Obserwacja

Tramwaj nr 9

Pędzę i pędzę. Staram się biec szybciej. Brak mi tchu. Jeszcze kilka kroków. Słyszę jak moje obcasy uderzają o chodnik, pewnie się całe zedrą i znów będę musiała iść do szewca. Ostatkiem sił wskakuję do tramwaju nr 9 i kątem oka widzę jak skrzypiące drzwi zamykają się tuż za mną. Łapię oddech, w końcu to był niezły sprint na szpilkach.

Rozglądam się po tramwaju i szukam wolnego miejsca. O, mogę usiąść tam przy oknie. Podchodzę do obdrapanego siedzenia i z ulgą siadam. Jestem tyłem do kierunku jazdy, ale dzięki temu mam całkiem dobry widok na cały tramwaj. Nie ma zbyt dużo osób i sporo miejsc jest wolnych. Jednak nie dziwi mnie to – w niedzielne poranki są ciekawsze rzeczy do roboty niż jazda tramwajem. Zakładam słuchawki i uruchamiam Spotify. Słuchanie muzyki w trakcie jazdy samochodem, autobusem, pociągiem, tramwajem czy jakimkolwiek innym środkiem transportu jest bardzo relaksujące. W moich uszach już dźwięczą słowa Grimes, mojego odkrycia z tegorocznego Openera When we were young, we used to live so close to it And we were scared and we were beautiful.

Skrzypnięcie. Stare drzwi tramwaju otwierają się. Grimes nie poddaje się i śpiewa dalej

And when I peered over the edge and seen death, if we are always the same.

Kolejny przystanek. Jeszcze trochę i dojadę do Gdańska Głównego. Obok mnie siada starszy mężczyzna a naprzeciwko niego kobieta, która ostentacyjnie rzuca na podłogę siatki z Biedronki. Opiera głowę o zabrudzoną szybę i spogląda na ulice Gdańska, skąpanego w promieniach jesiennego słońca. Tramwaj mija szare blokowiska, przejeżdża przez most z widokiem na Motławę, w której odbija się Słońce. Dzisiaj, mimo niskiej temperatury, jest piękna pogoda.

Czuję lekkie szturchnięcie. Mężczyzna siedzący obok patrzy na mnie radośnie czarnymi jak węgielki oczami i pokazuje palcem na kobietę naprzeciwko. W tym momencie Grimes swoim delikatnym głosem zaczyna śpiewać refren Oh, when I get up, this is what I see Welcome to reality.

– Wiesz kim ona jest? – pyta mężczyzna i lekko unosi brew a ja patrzę na niego ze zdziwieniem – …. to kobieta mojego życia! – wykrzykuje.

Wyłączam muzykę. Grimes jednak nie dokończyła swojej piosenki. Patrzę na jego wybrankę i dostrzegam lekki uśmiech na jej zmęczonej twarzy. Ma niedbale wykonany makijaż, usta nierówno pomalowane wściekle czerwoną szminką, cienie do powiek zdecydowanie źle nałożone a tusz do rzęs musiał w pewnym momencie stwierdzić, że zacznie żyć własnym życiem. Do tego obdrapany różowy lakier na paznokciach i żółta spódnica w kiczowate wzorki spod której wystają nogi w podziurawionych czarnych rajstopach, przyodziane w zapewne kiedyś śnieżnobiałe Addidasy. Kobieta nie prezentuje się najlepiej, tak samo jak i jej towarzysz, od którego czuję jakiś dziwny zapach. Pewnie wczoraj nieźle dał w palnik. Zaczynam się zastanawiać kim oni są i dlaczego jadą tym tramwajem, który o godzinie 9:34 zatrzymał się na przystanku Głęboka? Gdzie wysiądą? Czy ich drogi się rozejdą i każdy pójdzie w swoją stronę? A może przeciwnie, wrócą razem do wspólnego mieszkania. Obstawiam, że wczoraj czyli w sobotę byli u znajomych. O, a może dopiero tam się poznali. Wieczór wymknął się spod kontroli i nagle zrobiła się noc a następnie poranek. I tak oto znaleźli się w tym tramwaju nr 9. Po prostu wracają z grubej imprezy. Tak, to wydaje się bardzo prawdopodobne.

– Wiesz, że to kobieta mojego życia? – z moich rozważań wytrąca mnie mężczyzna. Taaaak, wieeeem, myślę.
– Tylko, że ona o tym nie wie! Albo udaje, prawda? – patrzy na nią wyczekująco. Kobieta zaczyna chichotać. Wydaje mi się, że maja około siedemdziesiątki a sprawiają

wrażenie jakby byli parą nastolatków. Czasem wydaje mi się, że ludzie nigdy nie dorastają i w głębi duszy są dziećmi przez całe życie. Albo są to skutki alkoholu i innych używek.

Mężczyzna wykrzykuje na cały tramwaj, że oto tu siedzi kobieta jego życia. Pewnie już każdy pasażer o tym wie i widzę, że ta wiadomość chyba wywołała niesmak na niektórych twarzach.

Na kolejnych przystankach ludzie wychodzą, nowi wsiadają, i tak w kółko. Zakładam słuchawki i odpalam Spotify a w uszach od razu zaczyna dźwięczeć refren piosenki Reality.

Tramwaj zbliża się do przystanku Dworzec Główny a ja wstaję i szykuję się do wyjścia. Odłączam się od telefonu z muzyką i rzucam przelotne spojrzenie na towarzyszy mojej podróży. Kobieta wbiła głowę w szybę tramwaju i wydaje się nie widzieć nic innego poza budynkiem dworca. Na jej twarzy wciąż rysuje się lekki uśmiech. W oddali majaczą się tory, na których zatrzymało się niebiesko-szare Pendolino.

Trzask i skrzypnięcie. Chwytam się kurczowo siedzenia tym samym ratując się przed upadkiem. Na cienkich obcasach ciężko utrzymać równowagę jeśli motorniczy lubi ostro zahamować. Drzwi dziewiątki gwałtownie się otwierają i chmara ludzi wlewa się do środka, prawie nie zwracając uwagi na wychodzących. Typowe dla tego przystanku, tu zawsze robi się straszny tłok. Wszyscy teraz gdzieś pędzą do utraty tchu. Muszę przebić się przez ten szalenie duży tłum, żeby zdążyć do wyjścia.

„Przepraszam…Przepraszam…”, mówię cicho, torując sobie drogę. Ok, udało się. Schodzę ze schodków w tramwaju i już prawie jedną nogą jestem na zewnątrz gdy zdaję sobie sprawę, że ktoś trzyma mnie za ramię. Czuję lekkie szarpnięcie w tył, tracę równowagę i wiem, że zaraz zaliczę glebę.

– Telefon! – słyszę męski głos.

Nagle czyjeś ręce mnie łapią i ratują przed upadkiem. Skrzypnięcie. Widzę jak drzwi dziewiątki zamykają się przed moim nosem – nie zdążyłam na czas. Cholera. Odwracam się podenerwowana a przede mną stoi ten sam mężczyzna, obok którego siedziałam, i wymachuje moim iPhonem z podłączonymi słuchawkami! Nie do wiary. No tak, musiał mi wypaść gdy wstawałam, przecież od zawsze byłam roztrzepana. Czuję wielką ulgę i dziękuję temu osobliwemu człowiekowi za pomoc. Tymczasem on chwiejnym krokiem wraca na swoje miejsce i wbija wzrok w kobietę swojego życia.

Urochamiam Spotify po raz kolejny i zakładam słuchawki. Ponownie słyszę Grimes

Oh, when I get up, this is what I see

Welcome to reality.

 

  • Agnieszka

    Na warsztatach nigdy nie byłam, ale lubię pisać. Nawet bardzo. Gdy tylko w głowie pojawia mi się pomysł, staram się go przelać na papier – z lepszym, lub gorszym skutkiem. Ale mimo wszystko lubię pisać. Tak po prostu.
    Opowieść z Tramwaju nr 9 jest zachwycająca. Zarówno styl pisania mi się podoba (miałam wrażenie, jakbym sama tym tramwajem jechała), jak i opisana historia. Ciekawi mi, co się później działo z mężczyzną i jego kobietą życia…

    • Dziękuje, cieszę się, że opowiadanie przypadło do gustu. Lubię pisać właśnie takim dynamicznym językiem. Rzeczywiście, to ciekawe jak potoczyły się losy bohaterów opowieści. Być może będzie to temat kolejnego opowiadania 🙂
      Fajnie, że od razu przelewasz swoje pomysły na papier, też muszę tak robić 🙂 Na warsztatach prowadząca mówiła, że warto nosić ze sobą mały zeszyt, żeby zapisywać różne inspiracje 🙂