Niepowtarzalna noc

Zapraszam do przeczytania mojego nowego opowiadania 🙂

 

Niepowtarzalna noc

 

Piątek – idealny dzień na rozerwanie się po tygodniu ciężkiej pracy. Z takiego samego założenia wyszedł Artur gdy postanowił spędzić noc w jednym z warszawskich klubów. Jego żona, Ewa, wyjechała wczoraj na konferencję na temat zdrowego żywienia do Gdańska…a może Gdyni? Nie pamiętał dokładnie. Wiedział, że wróci dopiero w niedzielę wieczorem. Ciągle coś się jej nie podobało, a to za mało rozmawiają a to za mało czasu spędzają razem, ciągłe rozmowy o dzieciach i że dlaczego im nie wychodzi, że może powinni spróbować innej metody. A Artur po pracy zwyczajnie nie miał siły na długie dyskusje na temat leczenia niepłodności – marzył jedynie o chwili spokoju a nie babskim gderaniu. Kiedyś jednak było inaczej, przynajmniej tak mu się wydawało. Ewa była inną kobietą, pełną życia i energii, oprócz tego miała lepszą figurę. Być może to i dobrze, że zainteresowała się zdrowym żywieniem, powinna trochę schudnąć – pomyślał Artur.

 

Dlatego ten piątkowy wieczór chciał spędzić inaczej niż zwykle. Był wolny, mógł robić co tylko zapragnął, tak jak za studenckich czasów. Niby nie było to tak dawno temu, ale miał wrażenie, że małżeństwo z Ewą postarzyło go o co najmniej kilkanaście lat.

 

Szybki telefon do Tomka, kumpla, który według Artura był na tyle mądry, że nie dał się naciągnąć na ślub. Owszem, miał jakąś dziewczynę, ale twierdził, że to nic poważnego, że jeszcze do czterdziestki ma czas na założenie prawdziwej rodziny. I tak spotykał się z nią tylko wtedy gdy miał ochotę, a ona posłusznie czekała na sygnał. W weekendy zazwyczaj nie miał dla niej czasu, ponieważ był częstym bywalcem warszawskie sceny nocnej.

 

Koledzy postanowili iść do the View, klubu w niemal samym centrum stolicy. Artur poczuł zew młodości, gdy zobaczył te wszystkie piękne, długonogie blondynki i bruneteki, które skąpymi strojami i mocnymi makijażami chciały przyciągnąć uwagę mężczyzn.

– To co na dobry początek? – spytał Artur, opierając się o bar.

– Jedziemy z czystą, proszę Pana – odparł z werwą Tomek – Na dobry początek!

 

Pierwszy szot, drugi, trzeci…stracili już rachubę. Jedno było pewne – Arturowi dopisywał humor. Poczuł się się jak pies spuszczony ze smyczy i miał ochotę to wykorzystać. Był otoczony przepięknymi kobietami, które widać miały ochotę na dobrą zabawę. Wtem w rogu klubu zauważył pewną blondynkę. Wyglądała może na 22 lub 23 lata, burza blond włosów, czerwona opięta sukienka i nogi do nieba. Patrzyła na niego, wbiła w niego wzrok na może kilka sekund, po czym odwróciła głowę, jakby się zawstydziła. Artur nie mógł oderwać od niej oczu. Wiedział, że musi do niej podejść. Zignorował nawet smsa od Ewy, która pisała, że jest padnięta po pierwszym dniu szkolenia i że idzie spać. I że tęskni bardzo i co teraz porabia. Nie teraz, kobieto – pomyślał Artur i ruszył w stronę blond piękności, która kiwała się zmysłowo w rytm słów Justina Biebera, który pytał What do you mean?

 

Zastanawiał się jak ją poderwać, może po prostu powie cześć? Albo zacznie tańczyć obok niej. Jednak zadanie okazało się o wiele łatwiejsze, ponieważ dziewczyna nalge odwróciła się w stronę Artura jakby czuła, że znajduje się tuż obok niej.

-Cześć – powiedziała nagle i wbiła w niego błękitne oczy.

Miała piękne, tajemnicze spojrzenie a usta pomalowane krwistoczerwoną szminką. Artur był pewny, że niejednemu mężczyźnie w klubie mogłaby zawrócić w głowie.

Rozpoczęli rozmowę. Taką gadkę szmatkę, a to skąd jesteś, co robisz, podstawowe informacje. Basia, bo tak miała na imię, była na pierwszym roku dziennikarstwa i marzyła o pracy w TVN. Przyjechała do Warszawy prostu z Helu, z samego krańca Półwyspu Helskiego. Artur nie omieszkał się pochwalić, że był tam wiele razy, w zasadzie każdego lata wyjeżdżał na półwysep z Ewą, ale tą informację pominął. Dodał tylko, że dobrze pływa na kitesurfingu. Tak naprawdę dopiero zamierzał rozpocząć przygodę z tym sportem, ale stwierdził, że teraz to nie miało większego znaczenia.

-Chce mi się pić – powiedziała nagle Basia

-Chodźmy coś zamówić – zaproponował ochoczo Artur. Objął ją w pasie i ruszyli w kierunku baru.

Po drodze zauważył Tomka, który puścił mu oczko i dyskretnie pokazał uniesionego kciuka. On również dobrze się bawił, towarzyszyły mu dwie mulatki z pokaźnymi biustami.

-Na co masz ochotę? – spytał Tomek gdy dotarli do baru.

Dziewczyna oparła się o blat i zagryzła wargi. Sprawiała wrażenie jakby mocno się zastanawiała.

-Może…szampana? –  spytała i zaśmiała się cicho.

-Nie inaczej – odparł pewnie Artur.

 

Jedna lampka, druga, trzecia…a potem cała butelka. Basia stała się bardziej żartobliwa i zaczęła flirtować. Co jakiś czas delikatnie dotykała Artura po ramieniu czy dłoni, niby przypadkiem. Znam te wszystkie wasze sztuczki – pomyślał z satysfakcją i niekrytą radością, że mimo otępienia w jakim przyszło mu żyć z Ewą to jeszcze się zna na rzeczy i potrafi zawrócić w głowie młodej dziewczynie. Basia nie była zbyt wścibska i nie pytała czy ma żonę i dzieci, pewnie wyszła z założenia, że skoro nie widzi obrączki, to i żony nie ma, dzieci też.

-Och, ale jestem zmęczona – westchnęła nagle i ziewnęła – chyba za dużo szampana no i już późno…- powiedziała zalotnie i spojrzała na Artura.

 

Czuł, że miał ją w garści i nie zamierzał zmarnować szansy. Zignorował tylko wibrujący telefon od Ewy, która pewnie niepokoiła się, że mąż nie odpisuje. Powiem jej, że zasnąłem wcześniej – pomyślał i zaproponował Basi herbatę. U siebie. Albo wino.

-Zależy co wolisz – mrugnął okiem zawadiacko.

-Chyba mnie przekonałeś – odparła i zarzuciła zmysłowo włosami.

Artur wiedział, że zaimponuje Basi gdy zobaczy, gdzie mieszka. Kilka pokoi, w salonie plazma, barek, skórzana kanapa i wielki taras z widokiem na Wilanów. Nie miał cienia wątpliwości, co do tego, że to będzie upojna noc i cudowny poranek z młodą pięknością u boku.

 

Gdy przyjechali, rozpoczęli od białego chardonnay. Wino to kupił Ewie z okazji jej 32 urodzin, ale nie mieli jeszcze okazji go wypić. Przez chwilę przemknęło mu przez głowę, że może powinien je wypić z Ewą, po jej powrocie z konferencji, lecz szybko zagłuszył te myśli. Nie miał teraz czasu, aby zastanawiać się nad zasadnością swojej decyzji, tym bardziej że pocałunki Basi stały się coraz bardziej namiętne. Arturowi zaczęło szumieć w głowie i poczuł się trochę nieswój, ale zdawał sobie sprawę, że to od wymieszania różnych alkoholi. A może też od podniecenia. Przed oczami zobaczył wirujący salon i w samym centrum piersi Basi.

-Oj Arturku…kochaniutki mój – wyszeptała i sięgnęła po kieliszek wina – Wypijmy za spotkanie…

Artur upił duży łyk chardonnay i rzucił Basię na kanapę. Nie mógł doczekać się gdy ją przeleci, a ta chwila stawał się coraz bliższa. Takiej nocy nie przeżył nigdy.

***

9 rano.

Artur powoli otwiera oczy.

-Ale mnie łeb napierdala…- wzdycha i siada na kanapie.

Przez chwile próbuje przypomnieć sobie wydarzenia poprzedniej nocy, ale ma trudności z zebraniem myśli.

-Byłem w klubie z Tomkiem, potem z tą dziewczyną przyjechałem do domu…- wylicza w myślach – potem uprawialiśmy seks…

-Basiu….- mówi cicho i wyciąga ręce w poszukiwania zmysłowego ciała dziewczyny. Natrafia na miękką, satynową…poduszkę.

Artur czuje się jakby ktoś wylał mu na głowę kubeł zimnej wody. Na kanapie ani śladu dziewczyny. A namiętnego seksu z nieznanej mu przyczyny nie może sobie przypomnieć.

-Basia? Jesteś tu? – woła i wstaje z kanapy.

Dudniący ból w głowie uniemożliwia mu logiczne myślenie, jednak jego wzrok funkcjonuje nader dobrze. Oprócz tego, że Basia zniknęła, zniknął również telewizor. Gdy rozgorączkowany Artur zaczyna przeszukiwać mieszkanie, odkrywa że z szafek w salonie zniknęła biżuteria Ewy, a z ich garderoby część ubrań żony.

Artur łapie się za głowę.

-Co kurwa, co za dziwka…co za złodziejka!!

Mężczyzna sprawdza swojego iPhona. Być może wymienili się numerami telefonów, choć zupełnie nie pamięta, aby prosił ją o kontakt. To miał być tylko mały numerek na boku. Jak przewiduje, numeru Basi nie znajduje, ale za to jego oczom ukazuje się któraś z kolei wiadomość od Ewy. Treść ostatniej przedstawia się następująco:

 

Hej, śpisz kochanie? Pewnie padłeś ze zmęczenia po pracy. Drugi dzień szkolenia został przeniesiony na za 2 tygodnie, więc będę dziś około 15. Przyjedź po mnie na centralny?

-O kurwa…- wykrztusza Artur i przełyka ślinę.

 

Takiej nocy to nie przeżył nigdy.

 

KONIEC