Ostatni lot

Lot Madryt – Doha. 31 grudnia 2017.

Godzina 23:55.

Cała załoga już siedzi na swoich miejscach, pasy zapięte. Samolot za chwilę wyląduje w Doha. W ten nietypowy sposób mamy powitać nowy rok. Nigdy nie podejrzewałam, że 31 grudnia będę operować jakikolwiek lot, ten dzień standardowo był zarezerwowany na imprezę sylwestrową.

Nagle w samolocie słychać głos jednego z załogantów.

– Ladies and genetelman, New Year is coming so we would like to count down…10,9,8,7,6,5,4,3,2…1…Happy New Year!!!

Kila minut po 12 boeing 777 ląduje w porcie lotniczym Hamad. Wylecieliśmy z Hiszpanii w 2017 roku, a wróciliśmy w 2018. To był mój ostatni lot. W 2017 roku oczywiście.

***

Nie jestem fanką postanowień noworocznych, bo uważam że każdy moment jest dobry na zmiany. Tym samym nowy rok nie oznacza dla mnie niezapisanej książki z 365 stronami, pisanie takiej książki równie dobrze można rozpocząć w lipcu bądź październiku. Mimo to wkroczenie w Nowy Rok niesie ze sobą pewną symbolikę i wierzę, że to ułatwia wytrwanie w postanowieniach czy właśnie rozpoczęcie czegoś nowego. Dodatkowy zastrzyk motywacji i to jest ok. Poza tym jako ludzie myślimy o czasie w kategorii lat, miesięcy, tygodni, dni więc niewątpliwie nowy rok ułatwia uporządkowanie tego, co się wydarzyło.

Gdy będę wspominać rok 2017  to na pewno jedną z pierwszych myśli będzie: zaskoczenie i nieoczekiwany zwrot akcji. Co więcej, udało mi się poznać niezwykłe osoby oraz w krótkim czasie odwiedzić cudowne miejsca na różnych kontynentach: Bukareszt, Phuket, Zanzibar, Wiedeń, Nicea, Madryt, Sao Paulo… W ten krótki sposób mogę podsumować minione 365 dni.

Jaki będzie 2018 rok? To się okaże. Tak samo jak to, kiedy otworzę niezapisaną książkę.

Ups…jest 2 stycznia a jeszcze tego nie zrobiłam.

Nowy Rok, nowa ja? Cóż, od 31 grudnia do 2 stycznia nie zauważyłam większych zmian 🙂