Widok z okna

 

Podchodzę do balkonu. Szybko rozsuwam zasłony i otwieram drzwi. To jest jedna z pierwszych rzeczy jakie robię po wejściu do pokoju hotelowego, ponieważ chcę zobaczyć widok. Nie ściągam nawet munduru a walizkę stawiam w najbliższym kącie. Tym razem moim oczom ukazują się drzewa i palmy a w oddali rysuje się linia morza. Słyszę śpiew egoztycznych ptaków i skrzeki małp. Powietrze jest niezwykle ciepłe i wilgotne, możliwe że wieczorem będzie padać.

Jestem na Phuket. Miejscu, które od początku mnie oczarowało swoją egzotyką i cudownym klimatem.

 

Siedzę na plaży, wraz ze mną jest koleżanka z Albanii. Słońce co chwila skrywa się za chmurami, ale i tak czuć jego moc. Wyciągam kokosowy balsam do opalania, który przed chwilą kupiłam w pobliskim sklepie i postanawiam się posmarować.

– Uwielbiam Phuket – mówi nagle moje koleżanka – Czuję się tu jak na wakacjach.

– Który raz już tu jesteś?

– Ósmy. To jedna z lepszych destynacji na wypoczynek.

Nie mogę się z tym nie zgodzić. Naprawdę czuję się jakbym była na urlopie. Piękna pogoda, morze, plaża, hotel – iście wakacyjny klimat. Do tego należy dodać masaż tajski, który spróbowałam pierwszy raz w życiu.

 

Dwadzieścia kilka godzin to o wiele za mało, żeby poznać dane miejsce. To jest tylko przedsmak tego, co może zaoferować jeśli poświęcisz mu odpowiednio dużo czasu. Moim ulubionym sposobem podróżowania jest właśnie dokładne poznanie, zgłębienie kultury, rozmowy z ludźmi i wysłuchanie ich historii. Bo historie tworzą najpiękniejsze podróże. Na Phuket chciałabym zostać o wiele dłużej, ta wyspa mnie zaintrygowało i wiem, że ma mnóstwo tajemnic, czekających na odkrycie. Być może tu wrócę za jakiś czas i odkryję chociaż jedną z nich. Życie na walizkach ma to do siebie, że nie do końca wiesz, gdzie wylądujesz, ale ma to swój urok. Mimo krótkich pobytów cieszę się z możliwości zobaczenia miejsc, o których wcześniej mogłam tylko pomarzyć. I nieustannie jestem zadziwiona różnorodnością świata, a zarazem tyloma podobieństwami.

Mój czas na Phuket dobiega końca. O 4 nad ranem słyszę budzik. Za 5 minut kolejny. Szybki prysznic, kawa – ratunek, makijaż, mundur. Teraz tak wygląda codzienność. Biorę walizkę i lecę 🙂