Nowy ląd

–  Cabin crew, prepare for landing.

Słyszę komunikat z kokpitu. Siadam na jumpseacie i zapinam pasy. Jeszcze kilka chwil i samolot dotknie ziemi. Po ponad szesnastu godzinnym locie czekam na ten moment z utęsknieniem. Patrzę przez iluminator. Budynki, wieżowce, ulice, które początkowo wyglądają jak makieta, stają się coraz większe i większe. Z klocków lego zmieniają się w rzeczywistość

 

Bum.

 

Czuję lekki wstrząs gdy koła samolotu dotykają ziemi. Lądujemy na nowym lądzie, tak bardzo oddalonym od Polski. Nie mogę uwierzyć, że w tym tygodniu odwiedziłam aż trzy kontynenty: Azję, Europę a teraz Amerykę Południową. Zmiany stref czasowych, długie godziny w samolocie, hotele, zwiedzanie – to nadal wydaje mi się surrealistyczne. Jednakże boeing, który na wiele godzin stał się moim “biurem”, właśnie wylądował w Sao Paulo.

 

W samolocie panuje harmider, pasażerowie pospiesznie wstają, wyciągają torby z luków bagażowych a dzieci przeciskają się między siedzeniami. Tak wygląda samolot po wylądowaniu. Pewnie każdy obecny na pokładzie, łącznie z załogą, nie może doczekać się momentu opuszczenia tej wielkiej maszyny, która pokonała tysiące podniebnych kilometrów, aby wylądować w słonecznej Brazylii.

 

Po około pół godziny wraz z całą załogą przemierzamy międzynarodowe lotnisko im. Gubernatora Andrego Franca Montoroego. Mijamy podróżnych, którzy z zaciekawieniem patrzą na nas – podniebny personel. Ja też tak zawsze robiłam – obserwowałam z uwagą mundury stewardess i komentowałam czy podoba mi się kolor i krój uniformu. Jednak nie podejrzewałam, że kiedyś przyjdzie mi znajdować po drugiej stronie i że to ja będę szła przez lotnisko w mundurze linii lotniczych, głównie dlatego, że nigdy o tym nie marzyłam i nie zaprzątałam sobie tym głowy. Mimo wszystko, odkąd pamiętam uwielbiałam atmosferę lotnisk. Jest coś porywające i intrygującego w tych miejscach, co sprawia, że chcesz stać się częścią tego wszechobecnego pędu. Każdy gdzieś biegnie, podróżni szukają swoich bramek, kupują wódkę w strefie wolnocłowej czy piją kawę w lotniskowej kawiarnii.

 

Po odprawie docieramy do wyjścia. Powietrze na zewnątrz jest ciepłe i wilgotne. Czuję lekki podmuch brazylijskiego wiatru. W tym momencie wiem, że będzie to wyjątkowy udany pobyt, mimo że niezwykle krótki i że tak naprawdę poznam Brazylię tylko w malutkim procencie. To jednak spowoduje, że chęć powrotu stanie się silniejsza. I tak jest niejednokrotnie z każdym nowo odwiedzanym miejscem. Chcę tam wracać.

  • Tylko raz leciałam samolotem, podobało mi się! 🙂

  • 16h? Ja po 3 już dostaję kota i nie wiem co mam ze sobą zrobić 🙂 Gratuluję wytrwałości 😀

    • Mariola

      No tak, z perspektywy pasażera 16 h to katorga. Ale cabin crew ma zawsze
      e coś do roboty 😉

  • Napisz chociaż troszkę o Brazyli z twojego punktu widzenia, fajną masz pracę 🙂

    • Mariola

      Dziękuje 😉 Napiszę coś przy okazji 😉